Monolog do lęku




Jest ranek i jesteś przy mnie. Piję melisę, idę pobiegać, znikasz na chwilę… Dziś boję się Ciebie!
Boję się, że nadejdziesz, że będę się bała! Mija dzień… Gdy coś robię jest lepiej, przez chwilę, przez moment, potem znów przypominasz o sobie. Teraz piszę, bo gdzieś ukryłeś się, ale wiem, że jesteś, tu obok!  Jesteś, bo jest przyczyna, jesteś, bo nie ma przyczyny, tylko wyobraźnia. Jak się z Tobą zaprzyjaźnić? Jak z Tobą żyć? Gdy mam wyczekiwane wakacje, Ty wciąż przychodzisz. Cz też masz urlop i więcej czasu dla mnie? Twoja obecność tak boli, że muszę zmuszać się nawet do ulubionych czynności, najchętniej schowałbym się, otuliła kocem, czytała książkę lub robiła coś do pracy. Zmuszam się, aby pobiegać, zmuszam się , aby pojeździć na rowerze, choć wiem, że potem jestem szczęśliwa. Boję się nawet wyjazdu, choć nie mogę się doczekać wakacyjnych wędrówek.
Zastanawiam się, czy gdybym jakimś cudem rozwiązała wszelkie obiektywne przyczyny Twojej obecności-odszedłbyś?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wahadło lęku

Pokonany lęk?

Fotka z wakacji i mój przyjaciel lęk