Nawet przelatujące piórko może wywołać lęk
Nawet przelatujące
piórko może wywołać lęk
Tak właśnie jest. Te słowa powiedziała pewna starsza samotna
pani, siedząc na murku pod blokiem, z nadzieją, że wśród zabieganych,
śpieszących się do domu, do pracy, do sklepu sąsiadów, znajdzie się ktoś, kto z
nią porozmawia.
Zrozumiałam, że tak właśnie działa lęk. Panikę wywołać może
wszystko i nieważne ,czy lęk jest tylko efektem nadmiernej wyobraźni, czy realnej sytuacji. W innym blogu napisałam
kilka rozmów z lękiem, ale nie chcę wprowadzać ich więcej do dziennika, który
jest zapisem różnorodnych przemyśleń.
Czy można rozmawiać z lękiem? Otóż tak! Tylko do czego te
rozmowy prowadzą? Czasami pozwalają odejść lękowi, oswoić go, może uśpić na na
pewien czas. Innym razem powodują, że panika rośnie, że znajdują się kolejne
przesłanki świadczące o tym, że jest ona uzasadniona, że stanie się cos złego,
albo stało, gdy chodzi o osobę bliską. Takie rozmowy najczęściej pozostają niezapisane. Zbyt bolą,
zbyt dręczą, zbytnią ulgę przynosi każda wieść, że panika była niepotrzebna.
Jeden lęk urodził się dawno temu w dzieciństwie. Choroba
mamy, potem taty, potem znów mamy, potem tata umiera na raka, szybko po nim
mama. Czy tak urodził się lęk? Możliwe. Przychodził już w dzieciństwie, gdy
nikt nie odbierał telefonu, gdy ktoś spóźniała się do domu, gdy jechał samochodem.
Lęk podpowiada czarne myśli, że coś się stało, że zwykłe niedomaganie to
nowotwór, że pociąg wykolei się, na samochód ktoś wjedzie, że…! Lęk ma
wyobraźnię!
Drugi lęk jest konkretny, ma przyczynę. I nie wiem, który
jest gorszy? Jeśli przyczyny nie można usunąć, jeśli nie można nic zrobić,
tylko czeka się na cud? On bywa nie do
zniesienia . Czasami uciszony, wyparty pozwala żyć, cieszyć się. Tylko jedna
myśl jest ważna, aby dotyczył tylko mnie, aby bliscy byli spokojni…
Komentarze
Prześlij komentarz