Wakacje w górach…



Przyjechałeś ze mną. Na trochę na szczęście. Myślałam, że tak jak wszystkie problemy ,zostawię i Ciebie. Ale nie! Ty sobie nie mogłeś darować, by choć trochę mnie podręczyć. Przychodziłeś rano, świtem, odbierałeś siły. Nie mogłam zmobilizować się ,aby wyjśc w góry, najchętniej zostałabym w domu.
Ale szłam, ostatkiem sił, szłam, coraz wyżej, powoli aż Ciebie zgubię. I zostawałeś z tyłu, nie doganiałeś mnie. Byłam znów sobą.! Czułam się wolna. Bo w górach nic się nie liczy…. zostawiałam wszelakie problemy, szłam przed siebie, zmęczona, ostatkiem sił, jeszcze parę kroków... jeszcze jeden i… wymarzony szczyt. Czułam  się szczęśliwa! Wolna !Wolna od siebie, wolna od codzienności, od wszystkiego, co odbiera siły, co zamartwia, nie daje cieszyć się. Czułam się wolna… Zachwycałam się naturą Pragnęłam  więcej, iść dalej w nowe miejsca, iść znanym szlakiem… Byłam szczęśliwa!
Rano znów przychodziłeś… znów szukałam pretekstu, aby zostać, ale pragnienie kolejnej wyprawy było silniejsze… znów szłam powoli, zadyszana, bez sił, aż… aż udało się Ciebie zgubić. Wtedy mogłam pochłaniać góry, łapać szczęście, zdobywać kolejny szczyt.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wahadło lęku

Pokonany lęk?

Fotka z wakacji i mój przyjaciel lęk